Co tu dużo mówić, 10 miesięcy za mną! Żaden rok w moim życiu nie minął tak szybko jak 2018! Ostatni miesiąc był przepełniony emocjami po brzegi. Stresem, szczęściem, strachem, radością. Grudzień to chyba właśnie miesiąc kiedy u wszystkich dużo się dzieje.

W połowie ubiegłego miesiąca miałam spotkanie mojej grupy Au Pair w domu naszej koordynatorki. Meeting typowo świąteczny. Przynieśliśmy przysmaki znane ze swoich krajów. Ja dla przykładu zabrałam do spróbowania barszcz i pierniki. Był też tzw. Secret Santa, więc każdy z nas dostał drobny prezent.
Moja rodzina goszcząca ma pochodzenie polskie, więc święta spędzaliśmy bardziej po polsku z czego się bardzo cieszyłam, bo nie wyobrażam sobie nie świętować Wigilii. Rodzina jest duża, więc każdy był za coś odpowiedzialny. Ja zgłosiłam się do zrobienia słynnej sałatki jarzynowej, bez której święta nie byłyby takie same. Dodatkowo upiekłam ciasto, które wszystkim tak smakowało w Święto Dziękczynienia oraz ciasteczka. W jeden wieczór nasza kuchnia zamieniła się w fabrykę pierogów. Ciekawostka, która bardzo mnie zaskoczyła – nigdzie nie mogłam dostać korzenia selera i pietruszki! Moja hostka mówiła, że można to nazwać tutaj towarem ekskluzywnym i ciężko dostać je w zwykłym markecie. Uratował mnie zwykły mały warzywniak. Były to moje pierwsze święta spędzone z dala od rodziny i przyjaciół, ale muszę przyznać, że wszystko wypadło bardzo dobrze. Atmosfera była rodzinna i ciepła, a to najważniejsze, bo czułam się właśnie jak członek rodziny.
Po świętach moja rodzina goszcząca wysłała całą trójkę dzieciaków na tydzień do babci. Całe dnie razem z hostami oglądaliśmy filmy świąteczne i odpoczywaliśmy po szaleństwie przedświątecznych przygotowań.
W ostatni weekend 2018 roku uznałam, że mogę wykorzystać jakoś czas kiedy nie mam dzieci pod opieką. Zabookowałam więc szybko bilety i hotel i wyruszyłam do Montrealu! Grudzień niekoniecznie jest najlepszym miesiącem na zwiedzanie Kanady, bo temperatura jest naprawdę niska. Nawet w porównaniu do New Jersey. Ale komu zimno nie straszne, polecam! Montreal jest bardzo klimatycznym i dużo spokojniejszym miastem w porównaniu do Nowego Jorku, który mam na co dzień. Idealne miejsce, żeby odpocząć i się zrelaksować.
Na zdjęciu Notre Dame Basilica...
 
... a tu Montreal City Hall
Z Kanady wróciłam 31 grudnia nad ranem. Przespałam kilka godzin, szybkie przepakowanie torby i w drogę do NYC! Sylwester w Nowym Jorku wyszedł świetnie! Nie szłam na słynne Ball Drop, bo nie zniosłabym chyba tłumów jakie były w centrum. Już po samym przyjeździe miałam dość na widok ilości ludzi. Pozamykane ulice, brak możliwości przedostania się na metro. Istne szaleństwo! W końcu jakimś cudem dotarłam na Broadway do mieszkania, w którym zostawałam na noc z koleżanką z Niemiec. Przygotowanie się do wyjścia i kierunek Brooklyn Bridge! Pogoda nie była najlepsza z powodu deszczu, ale nikt nie zwracał uwagi, każdy celebrował nadejście Nowego Roku. Wybicie północy, toast i do metra. Mówiąc szczerze, nic spektakularnego. Ale noc się rozkręciła, kiedy na wejściu do metra poznałyśmy razem z Leą świetną załogę Polskich Linii Lotniczych! Czasem z przypadku można poznać naprawdę fajnych ludzi!
Od początku 2019 roku mój grafik się zmienił. Bliźniaki zaczęły chodzić do szkoły na dłużej. Mam więcej czasu w ciągu dnia. Mają też więcej zajęć pozalekcyjnych więc jeżdżę z nimi. Dodatkowo zaczęłam też odbierać ze szkoły starszą dziewczynkę więc mogę odciążyć rodziców.
Ostatni miesiąc dał mi mocno w kość zdrowotnie. Po pierwsze wróciłam z Montrealu z kontuzją stopy, która do tej pory nie daje mi spokoju, a teraz zmagam się z silną reakcją alergiczną na twarzy, po wizycie w SPA... Nigdy nie zdarzyło mi się mieć tak poważnej rekcji na jakiś środek. Z tego powodu wylądowałam w emergency room. Na szczęście jestem już na lekach, które pomagają, więc w ciągu kilku dni wszystko powinno wrócić do normy.
W ostatnim czasie dowiedziałam się, że w mojej okolicy mieszka dość sporo Au Pair, o czym nie miałam wcześniej pojęcia! Sieć au pair'kowa jest naprawdę ciasna i poznając nową osobę, często okazuje się, że ona już zna twoich obecnych znajomych :)
W ekspresowym tempie przyszedł rok 2019, który w całości spędzę w Stanach. Pierwszy wypad szykuje mi się w lutym. Kierunek znajomy... POLSKA! Niespodziewanie musiałam zaplanować ten lot z powodów osobistych. Nie lecę odpoczywać, będę zabiegana od pierwszej do ostatniej minuty pobytu. Ale cieszę się bardzo, że choć na trochę zobaczę bliskich. Totalnym zbiegiem okoliczności okazał się koncert mojego ulubionego polskiego zespołu, który zagra w moim mieście kiedy będę w Polsce. Dlatego bilet już kupiony i odliczam do marca!