Za każdym razem kiedy siadam do laptopa, żeby zebrać myśli co działo się w ciągu ostatniego miesiąca, mam wrażenie, że robiłam to samo dzień wcześniej. Nigdy i nigdzie czas nie uciekał mi tak szybko jak tutaj. Osiem miesięcy za mną!

13 października w spotkałam się z koleżanką z Niemiec w Nowym Jorku i wspólnie zameldowałyśmy się w Pier 17 na Manhattanie. Celem był koncert wykonawcy, na który wybrałam się tutaj już wcześniej, w czerwcu. Kto zna mnie choć troszkę, wie, że mam za sobą wiele koncertów w życiu. Ale muszę przyznać, że lokalizacja w jakiej odbywał się ten koncert przebiła chyba wszystkie dotychczasowe! Koncert odbywał się na dachu budynku, za sceną Brooklyn Bridge, a dookoła oświetlone w nocy wieżowce. Nawet jeśli ktoś nie jest fanem wielkich miast tak jak ja, taki widok zrobił wrażenie na każdym! Nie do opisania, to po prostu trzeba zobaczyć!
Od miesiąca w końcu mam auto. Do każdej osoby, która chce wyjechać do Stanów – jeśli nie mieszka się w wielkim mieście z metrem, musicie mieć auto. Tutaj bez samochodu jest się jak bez ręki. Na transport publiczny nie ma co liczyć. Do supermarketu, Starbucks'a na kawę, czy babskie zakupy dotrze się tylko na czterech kółkach. Dlatego, do wszystkich przyszłych Au Pair, pamiętajcie żeby rozmawiać o tym z potencjalną rodziną goszczącą i upewnić się, że prędzej czy później auto będzie do waszej dyspozycji oraz jakie zasady będą was obowiązywać.
Samochód to nie tylko wygoda dla mnie, ale teraz w końcu hości mogli zapisać bliźniaki na zajęcia dodatkowe. Dwa razy w tygodniu zabieram moje dzieciaki na zajęcia plastyczne i pływanie. A jak mamy jakiś dzień wolny to możemy pojechać do bawialnii czy do zoo.
Jak już mówię o pływaniu to muszę wspomnieć jedną rzecz. Nie umiem pływać. Nigdy się nie nauczyłam, choć próbowałam! Hostka, zapisując naszych chłopaków zna zajęcia powiedziała, że wie o moim planie, który odkładam na przyszłość. O zapisaniu się na lekcje pływania. Ale po co odkładać to w nieskończoność, skoro mogę spróbować już teraz? Zapisała mnie na zajęcia i zobaczymy co z tego wyjdzie :)
W październiku świętowaliśmy urodziny starszej dziewczynki. Z tej okazji mieliśmy w domu imprezę, na którą przyjechało trochę rodziny. Moja 'amerykańska rodzina' jest dużo większa niż ta prawdziwa w Polsce. Dlatego zawsze się cieszę na takie wydarzenia, kiedy w całym domu jest gwar, śmiech i można wspólnie spędzić czas.
Nie mogło oczywiście zabraknąć Halloween! Dekoracje na domach i w ogródkach były już widoczne dużo wcześniej, nie wspominając o wystawach sklepowych... Całe Treat or Tricking wygląda zupełni jak na filmach.
 
 
Wszyscy wychodzą na ulicę z dziećmi lub bez. można znaleźć przeróżne kostiumy. Młodsi uczestnicy zbierają słodycze, które znikają później w ekspresowym tempie!
 
 
 
 
Mój team składał sie z osy, dinozaur, jelonka, Spidermana, Supermana ...
 
... ja sama byłam Indianką.
Przy wspominaniu programu Au Pair zawsze mówi się o tzw. homesick. Mnie osobiście nigdy taki nie złapał. Czasem po prostu tęskni się za pewnymi rzeczami, czy osobami. Ostatnio chyba dociera do mnie jak długo nie będę w Polsce, a wtedy różne myśli nachodzą człowieka. Na szczęście to jest zawsze przejściowe, każdy ma gorsze dni, a ja wciąż jestem ogromnie szczęśliwa z tego gdzie jestem.
Niedawno pierwszy raz miałam 'przyjemność' skorzystać tutaj z opieki zdrowotnej. Dokładniej to musiałam udać się do dentysty. Już przed przylotem obawiałam się jakiejkolwiek styczności z lekarzami w Stanach z powodu rachunków jakie się później płaci. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a mój portfel nie ucierpiał.
W New Jersey temperatura drastycznie spadła. Jak przypominam sobie, że jeszcze niedawno ciężko było wytrzymać na zewnątrz 5 min z powodu upału, a przede wszystkim wilgotności powietrza, tak teraz jest po prostu za zimno! Przynajmniej dla mnie. Nie cierpię zimna i ubierania się jak bałwan, ale obawiam się, że niższe temperatury dopiero nadejdą.
Czytając zawsze blogi innych Au Pair w Stanach byłam zdziwiona jak to łatwo załatwić prawo jazdy w USA. Zazdroszczę! Skrót MVC, czyli Motor Vehicle Commission, śnił mi się już po nocach. Nigdy żaden urząd nie zjadł mi tyle nerwów co ten! Ilość godzin spędzona w kolejkach, stojąc na marne, żeby ktoś odesłał mnie od okienka to katastrofa. Ale udało się! 7 listopada zdałam drugą część i odebrałam prawo jazdy!
Weekend 10/11 listopada spędziłam w stolicy, ale Stanów Zjednoczonych. Waszyngton był jednym z miejsc z mojej listy 'must see'. Wyjazd był wycieczką zorganizowaną po kursie jaki brałam w college'u. Razem z dużą grupą innych Au Pair z całej okolicy zwiedzilyśmy najsłynniejsze turystyczne lokalizacje. Na szlakach dla przyjezdnych jest bardzo czysto, budynki i zieleń pięknie zadbana. Pogoda nam bardzo dopisała, czego nieco się obawiałam jak na jesienny wypad.