Jestem tu już prawie dwa miesiące! Czas niesamowicie szybko mi tutaj leci, być może dlatego, że ciągle się coś dzieje. W miniony weekend zrobiłam sobie wycieczkę do Bostonu, przy okazji odwiedzając znajomą. Udało nam się bardzo dużo pozwiedzać, widziałam między innymi najstarszy park w całych Stanach, Faneuil Hall i Quincy Market których nie da się tam pominąć, Beacon Hill które jest przepiękna dzielnicą w wiktoriańskim stylu i wiele innych pięknych miejsc. Największe wrażenie zrobiło na mnie jednak muzeum JFK, w którym spędziłam prawie 3 godziny, niesamowite doświadczenie!

Host Family czekała na mnie na lotnisku. Wszyscy utulili mnie na powitanie. W domu czekała na mnie niesamowita niespodzianka powitalna - dzieci przygotowały olbrzymi plakat (WELCOME ALEKSANDRA) oraz dały mi zapakowany prezent z wieloma cudownymi drobiazgami w środku.

 
 
Kolejny miesiąc w Stanach! Jedenaście miesięcy w Stanach za mną. Ostatnio w końcu nastał taki spokój, brak stresu, przygotowań do świąt i innych imprez. Zwykły miesiąc. Chociaż jakieś przygody zawsze się trafią :)
Jak już o przygodach mowa, to po raz drugi miałam 'przyjemność' skorzystać z usług lekarza w USA. Tym razem trafiłam do Emergency Room, czyli odpowiednika naszego polskiego pogotowia.
 Ostatni czas był dla mnie dość intensywny, dużo się działo. Po pierwsze niedawno były Święta Bożego Narodzenia. Niestety moja rodzina takowych nie obchodzi, więc spędzałam je bez nich (wyjechali). Nie oznacza to, że były jakieś smutne albo samotne. Wigilię spędziłam z koleżanką aupairką z Meksyku i jej rodziną, która przyjechała ją tu odwiedzić na święta. Śmiesznie tak się je pierogi z barszczem na zmianę z tortillami z wołowiną i guacamole. 

Co tu dużo mówić, 10 miesięcy za mną! Żaden rok w moim życiu nie minął tak szybko jak 2018! Ostatni miesiąc był przepełniony emocjami po brzegi. Stresem, szczęściem, strachem, radością. Grudzień to chyba właśnie miesiąc kiedy u wszystkich dużo się dzieje.