Ostatni czas był dla mnie dość intensywny, dużo się działo. Po pierwsze niedawno były Święta Bożego Narodzenia. Niestety moja rodzina takowych nie obchodzi, więc spędzałam je bez nich (wyjechali). Nie oznacza to, że były jakieś smutne albo samotne. Wigilię spędziłam z koleżanką aupairką z Meksyku i jej rodziną, która przyjechała ją tu odwiedzić na święta. Śmiesznie tak się je pierogi z barszczem na zmianę z tortillami z wołowiną i guacamole. 

Natomiast na pierwszy dzień świąt zostałam zaproszona do domu ludzi z Polonii, których znam z polskiego kościoła na Brooklynie. To co muszę powiedzieć to, że tak naprawdę te święta to są jedyne święta w moim życiu, które spędziłam inaczej. Było to ciekawe doświadczenie, na pewno nie czułam się samotnie, bo to jest niesamowite ile osób było gotowych mnie na te święta przygarnąć <3
Nowy York wygląda wspaniale w okresie świątecznym <3 Wystawy sklepowe wyglądają jak dzieła sztuki, czasem całe domy również; drzewa giną w lampkach, a na ulicach pojawiają się sprzedawcy choinek. Dodatkowo w mieście odbywa się wiele świątecznych koncertów i innych wydarzeń - sama uczestniczyłam w dwóch, w tym w koncercie mojego ukochanego zespołu „Pentatonix”.
Same światełka na drzewach są niesamowitą dekoracją Świąteczną.
 Mimo że moja rodzina świąt nie obchodzi udało mi się zaopatrzyć w choinkę. Co prawda wielkością przypominała bardziej świąteczny krzak niż drzewko, ale była. Zrobiliśmy też razem z Carterem pierniczki i najlepszą partią ich robienia było oczywiście dekorowanie. Co prawda lukier i posypka była wszędzie, ale cóż – radości nie mierzy się czasem, który zajmuje sprzątanie po niej. Kupiłam też chłopakom prezenty świąteczne. Niestety prezent Dylana (staromodny bączek) przetrwał tylko dzień... Cóż, zdarza się :P
Zobaczcie, oto moja własna Choinka. Niewielka , ale jest! :)
Za to po świętach, ponieważ moi chłopcy mieli wolne od szkoły mogliśmy razem porobić trochę ciekawych rzeczy, tj. pójście na łyżwy czy do parku wodnego. Zapewne nie wiecie jak ciekawe może być pójście z dwójką dzieci na łyżwy, kiedy jest to ich pierwszy raz w życiu na lodzie. Jedno jest pewne – bicepsy można sobie niezłe wyrobić, bo oni się ciągle wywracali i trzeba ich podnosić. Ojej, byłam taka zmęczona. Ale byliśmy już kilka razy i chłopaki robią naprawdę super postępy: Carter jest już w stanie jeździć praktycznie bez pomocy :D Z kwestii nie związanych z moją Host Family to zaczęłam niedawno kurs angielskiego w szkole językowej w Midtown. Mimo że byłam dopiero na dwóch zajęciach jestem z nich niesamowicie zadowolona. Mam grupę, która pochodzi praktycznie z całego świata: Pakistan, Uzbekistan, Wenezuela, Tajlandia, Węgry, Włochy, Rosja itd. Ciekawie się dyskutuje z takimi ludźmi, bo każdy pochodzi z innej kultury, klimatu, mówi oryginalnie innym językiem (z czego czasem mogą wyniknąć niezłe nieporozumienia, ale no cóż...) i można się dowiedzieć wielu nowych rzeczy. Ja ostatnio zapoznałam się nieco z historią Pakistanu i życiem codziennym pielęgniarki w Arabii Saudyjskiej.
Dodatkowo muszę się pochwalić, że kupiłam ostatnio bilety lotnicze na wycieczkę do Gwatemali w czerwcu. W ramach jednego z dwóch tygodni mojego urlopu tutaj wybieram się tam, żeby odwiedzić przyjaciół, których poznałam podczas Światowych Dni Młodzieży, które miały miejsce w Polsce w 2016 roku. Cieszę się, że mam taką możliwość, żeby tam polecieć będąc w Stanach, gdyż bilety z Polski są ponad dwa i pół raza droższe.
Więc dzieje się, dzieje, na nudę na pewno nie narzekam ;)