Pozdrawiam na samym początku wszystkie przyszłe Au Pair i przesyłam trochę słońca z włoskiej ziemi!

Moje doświadczenie jako Au pair rozpoczęłam w nowym roku 2015!... i już mogę powiedzieć, że była to jedna z moich trafionych decyzji życiowych, z dwóch powodów: język obcy i poczucie samodzielności. Nie ma moim zdaniem lepszego sposobu na naukę języka obcego, jak wyjazd do kraju, w którym jest on językiem ojczystym, jak i nie ma lepszego sposobu na zakosztowania samodzielnego życia, jak ucieczka spod skrzydeł rodziców do obcego kraju.

Poza trudnościami związanymi z zaklimatyzowaniem się w nowym miejscu, w przypadku Au Pair próba poznania rodziny, ich codziennych zwyczajów, obowiązków dzieci, i ciężka praca nad ich szacunkiem do Au pair jako nowej osoby w domu, jako kimś nowym w rodzinie, kto jest z nimi w czasie, gdy rodzice są w pracy, sam pobyt jest niesamowitą przygodą kulturową i językową.

Zanim powiem coś o samej pracy z dziećmi, na samym początku chcę dać Wam Au Pair kilka wskazówek, które mogą być przydatne w nowym miejscu. Pierwsza podstawowa rzecz, już w pierwszym dniu warto udać się do punktu informacji turystycznej na dworcu, gdzie dysponują bezpłatną mapą miasta do którego jedziecie. Ja swoje pierwsze dni jako Au Pair rozpoczęłam od wyrobienia karty miejskiej na transporty, choć czasem jest to niepotrzebne - np. gdy Au Pair posiada samochód do dyspozycji. Następnie nowy numer telefonu, by nie bankrutować na roamingu w kontakcie z Polską, no i kurs językowy. Zanim jednak sięgniecie po adresy szkół językowych, sprawdźcie oferty urzędów dla obcokrajowców, gdyż w wielu krajach UE organizują kursy za darmo dla obcokrajowców. Ja, w Turynie, miałam szczęście znaleźć szkołę językową, w której odbywają się kursy dla obcokrajowców na koszt urzędu włoskiego. Po tych kilku głównych krokach, na pewno warto zapytać agencję goszczącą o kontakty do innych Au Pair przebywających w tym samym mieście, jak i grupy na FaceBooku, gdzie naprawdę można znaleźć mnóstwo osób z naszego własnego kraju przebywających w sąsiedztwie, w tym również inne Au Pair .W ten sposób mamy załatwiony problem poczucia samotności na samym początku w obcym kraju czy tęsknoty za domem.

Jeżeli chodzi o pierwszy kontakt z rodzina… warto zabrać ze sobą przewodnik po naszym polskim mieście, czy ulubioną zabawkę dla dzieci. Czasem puzzle, czy kość dla psa – członka rodziny jak w moim przypadku, wystarczą, by przywitali nas z uśmiechem i entuzjazmem.

To chyba tyle słowem wstępu. Teraz może kilka słów o moich pierwszych dniach!

Cudownie i słonecznie!!! Bardzo się cieszę, że wybrałam Włochy na swoje doświadczenie jako Au Pair. Największą radością na samym początku było słońce, które już zaświeciło w styczniu, podczas gdy w Polsce panowały mrozy. Ponadto, Włosi uwielbiają obcokrajowców, którzy używają już od początku ich ojczystego języka, więc bardzo ciepło przywitają osoby, które choć niezręcznie jeszcze i z błędami starają się mówić po włosku. Polecam serdecznie każdemu doświadczenie wyjazdu do obcego kraju, uwierzcie, nie ma lepszego kursu językowego niż konieczność używania języka na co dzień, w miejscach publicznych, instytucjach, ośrodkach zdrowia, kawiarniach, czy miejscach gdzie wyrobią nam kartę miejską. Intensywny i wartościowy kurs językowy. Naprawdę z całego serca polecam.

Turyn jest bardzo zielonym miastem, a widok Alp o poranku naprawdę jest zjawiskowy. Ja zwiedziłam już spory kawał Italii, i śmiało mogę powiedzieć, że należy do jednego z najpiękniejszych miast w Piemoncie. Przede wszystkim podczas dni wolnych, nie siedźcie w domu. Zwiedzajcie otwierajcie oczy, czasem można spotkać przyjaciół w kolejce po owoce. A miejsca które się zobaczyło pozostają w pamięci. W moim pierwszym tygodniu w Turynie, zwiedziłam Genewę i muzeum kina w Turynie. Stąd jak wcześniej pisałam, szukajcie punktów informacji turystycznych, by już na początku mieć mapę i plan na pierwsze weekendy, bądź dni wolne, kiedy to rodzina jest razem, a nasza pomoc nie jest konieczna.

Poniżej kilka zdjęć z muzeum kina i z akwarium w Genewie. Naprawdę warto!

Takie właśnie były moje pierwsze tygodnie, bajka! A to dopiero początek. Więc jeszcze raz uważam, że naprawdę warto, sięgnąć po możliwość wyjazdu, którą daje biuro i w pełni ją wykorzystać.

Jeżeli chodzi o pierwsze kroki z rodziną. Nie jest łatwo, gdyż wchodzimy do domu obcych jeszcze dla Nas ludzi. Trzeba się nauczyć panujących zwyczajów, zasad, godzin posiłków, diety, jak i również charakterów ludzi, z którymi spędzimy kilka miesięcy. Powoli… przede wszystkim trzeba pytać, naprawiać błędy, jak i sobie odpuszczać sytuacje i rzeczy które nie zależą od Nas. Dodatkowo rzecz dla mnie podstawowa, poszanowanie prywatności członków rodziny. Umiejętność wycofywania się, gdy dzieci chcą spędzić czas z rodzicami, jak i również wyznaczenie granic dla nich, aby również samemu czuć się dobrze w miejscu, w którym jesteśmy. Przede wszystkim uśmiech i pokora, bez tego bym nie podołała przejściu tego etapu początkowego z taką łatwością. Pierwszym wyzwaniem była dla mnie konieczność przestawienia się na prowadzenie samochodu z automatyczną skrzynią biegów, zanim wzięłam dzieci, odbyłam kilka lekcji z rodzicami, nie dość, że możliwość poznania się, jak również świetna zabawa dla dzieci kibicujących mi na parkingu. Nie było łatwo, ale troszkę chęci i pokonanie strachu, i już dziś normalnie prowadzę samochody dwa razy większe, niż w Polsce, dodatkowo z automatyczna skrzynią biegów - wystarczy chcieć. Rodzina, u której jestem to dwoje rodziców, dwójka dzieci w wieku 5 i 7 lat i 90kg pies labrador, który zjada wszystko co jedzeniem pachnie, włącznie z woreczkami. Także, jeśli będziecie u rodzin ze zwierzętami, a wasze śniadania będą znikać, będzie wiadomo, który członek rodziny polubił was już na samym początku.

Dzieci mają swoje dni lepsze i gorsze, ale najważniejsze, to uśmiechać się i zabierać je ze sobą na swoją przygodę. Być nianią kreatywną, respektującą zasady, uśmiechniętą i cierpliwą. A reszta pójdzie jak z płatka. Będą dni ciężkie, ale trzeba pamiętać, że naszym zadaniem jest pomoc tym ludziom w codziennych obowiązkach, i opieka nad dziećmi z sercem, a na pewno okażą swoja wdzięczność. System nagród sprawdza się idealnie. Moi podopieczni mają kalendarz, na którym codziennie zawieszają wycinankę przedstawiającą order za dobrze wykonane zadanie domowe, szybkie ubranie się do szkoły, czy zjedzenie śniadania. Nie dość, że czują się ważne i docenione, to jeszcze maja codziennie zajęcia z wycinania, kolorowania, i tworzenia kreatywnych postaci, kształtów, i dodatkowo chęć rywalizacji (zdrowej) działa bardzo motywująco. Z śmiesznych sytuacji, kalendarz jednego dnia zadziałał tak, że gdy weszłam do kuchni o godzinie 7.00 rano kiedy to zaczynam pracę, czekała na mnie dwójka ubranych dzieci, z umytymi ząbkami, zajadających śniadanie… jak dowiedziałam się, gotowych już od godziny 6.00, by powiedzieć mi, że mam wyciąć order z najszybszej pobódki.

Próbujcie i wciągajcie dzieci w każdą waszą aktywność, w przypadku gotowania porozmawiajcie z rodzicami nt. potraw i nie przejmujcie się gdy dziecko rozpłacze się na widok placków ziemniaczanych czy pierogów, niestety moja dwójka nie jest fanami polskiej kuchni, ale próbować warto. Prędzej czy później, trafiony kurczak zostanie zjedzony, a dzieciaki przekonują się, że nie ma tragedii gdy zjedzą więcej warzyw bądź coś nowego.

Będzie radośnie, kolorowo, pięknie, słonecznie i przede wszystkim z zaawansowaną znajomością języka obcego na końcu pobytu! Gwarantuję!

Próbujcie i ryzykujcie! Ze względu na nowych ludzi, język, i fascynujący świat który stoi otworem dla młodych ludzi. W drogę!

Agnieszka